Erudycja w cenie, czyli jak zaszpanować podczas rodzinnych spotkań – Part III

łacina

Erudycja w cenie, czyli jak zaszpanować podczas rodzinnych spotkań – Part III

Łacina – domena lekarzy, prawników, filologów klasycznych oraz wszelkiej maści humanistów jest na wpół wymarła, użytkowana niemal głównie przez wspomniane kasty i niemal zawsze budzi nabożne skojarzenia w reszcie społeczeństwa. Bo jak nie ufać komuś, kto na exemplum wyciąga z rękawa mądre i dostojne sentencje zaczerpnięte od Seneki, Horacego lub innych, którzy ochoczo i już za życia zapisywali rozbudowane wersety o egzystencji, budując sobie pomniki ze spiżu, złota czy innego srebra. W trosce o kolejne obiady – zarówno niedzielny, jak i świąteczny, środowy, połączony dodatkowo z rokroczną rewią mody postanowiliśmy zainterweniować, gdyż to nie szata zdobi człowieka, lecz to, o czym i w jaki sposób mówi.
Rubaszni wujkowie, groźne ciocie i wy, samozwańczy eksperci od wszystkiego – lękajcie się…

Garść przydatnych zwrotów

Nie sposób nie zgodzić się z Katonem Starszym, który dość autorytarnie stwierdził, iż, orator est vir bonus, dicendi peritus. Wolne tłumaczenie rysuje zdecydowanie bardziej zrozumiałą wersję rodzimą – „mówca jest człowiekiem prawym, biegłym w mówieniu”. Twierdzenie to, skądinąd jest bazą przyszłych rozważań, które za moment z niekłamaną przyjemnością poruszymy. Językowi puryści i ci, którzy semantykę zdań interpretują nad wyraz poprawnie mogą dojść jednak do niesłusznych wniosków, iż jawna i nieuzasadniona dyskryminacja mańkutów w refleksji oratora może być krzywdząca, dlatego śpieszymy z odpowiedzią: wbrew pozorom nie chodzi wcale o osoby uprzedzenia do osób leworęcznych, lecz o to, iż tylko ten, kto nie przewinił względem bliźniego, traktowan może być jako retor z krwi i kości.

Tuż przed pierwszym daniem…

Sytuacja jakich setki: niemy dramat wegan w polskich domach – gołąbki. Pełne ryżu, grzybów, kiełbasy i miłości, które musimy zjeść, by ciocia Władzia nie poczuła się urażona. Śmiało możemy wówczas rzucić w wypełnioną licznymi głosami przestrzeń, iż działamy pro publico bono, czyli dla większego dobra, po czym ze smakiem rozorać warto pyszne, polskie shushi.

…i tuż po nim

Kolejne starcie, które musimy wygrać. Wujek, który stanowczo przesadził z oszczędzaną z dawna nalewką zbacza na temat polityki. Mimo, iż zwykle przejmujemy się nią mniej niż wcale, podejmujemy leżącą tuż przy stole rękawicę zupełnie pro forma, żeby pozwolić sobie na drobną uszczypliwość. Zgodnie z polskim tłumaczeniem działamy wówczas dla zasady. Problem wtedy, gdy obróci się to na naszą niekorzyść… Łacina pomaga jednak zażegnać wszelakie konflikty, tak więc raczej bez zbędnych problemów zarzucić możemy oponenta morzem niezrozumiałych słów.

A przy obiedzie – bon ton?

… i ten moment, w którym brakować zaczyna nam, wybitnym mówcom, argumentów LUB – co bardziej prawdopodobne – ugniemy się pod zintensyfikowanym atakiem domowników i zaczyna brakować nam klarownych, celnych ripost tudzież przykładów, które posłużą nam za expemplum… Warto wówczas odrzucić przaśne, prasłowiańskie i tak dalej na rzecz światowego et cetera, które wywoła szmer poruszonych słuchaczy i zaowocuje ciszą lub/i sięgnięciem ku tłumaczowi online.

Co możemy dla Ciebie zrobić?

Sprawdź nasze usługi
Zobacz ofertę